“Jacek Majchrowski Prezydent Miasta Krakowa serdecznie zaprasza na pierwszą edycję CRACOW SCREEN FESTIVAL, która odbędzie się w dniach 2-4 maja w Krakowie“! Wszyscy czujemy się niezmiernie zaszczyceni! Zwłaszcza, że “Na placach zabytkowego Krakowa – Jana Nowaka Jeziorańskego i Placu Szczepańskim wystąpi szesnastu wykonawców polskich i zagranicznych z kręgu tzw. szeroko pojętej muzyki alternatywnej.” Rzeczywiście, żeby nazwać wszystkich zaproszonych na CSF muzyków twórcami alternatywnymi trzeba użyć bardzo szerokiego pojęcia.
“Gwiazdą” (sic!) festiwalu (na plakatach jego nazwisko pisane jest największa czcionką) ma być Bryan Ferry. Twórca “alternatywnej” muzyki pop, szczególnie popularny w latach 80tych za sprawą singla Slaves to love. W tamtych czasach rzeczywiście mógł być postrzegany jako twórca alternatywny – w końcu z powodzeniem naśladował wokal Davida Bowie i czasem używał syntezowanych beatów!
Kolejną “gwiazdą” krakowskiego Festiwalu Screen jest Underworld. Równie “alternatywny” tandem kompozytorów muzyki oscylującej wokół stylistyki house, techno i pop. Ich najbardziej znany kawałek (Born Slippy. NUXX) Boyle wykorzystał w swoim genialnym filmie Trainspotting – ot cała historia popularności Underworld.
Kiedy rzucimy okiem na karierę innej “gwiazdy” CSF – Juliette and the Licks zrozumiemy wreszcie co organizatorzy mieli na myśli mówiąc o “szeroko pojętej alternatywie”! Po prostu chodzi o “artystów”, którym nie udało się nigdy odnieść prawdziwego sukcesu na mainstreamowej scenie muzycznej. Juliette Lewis to naprawdę dobra aktorka jak na Hollywood, ale nawet Grohl nie pomógł jej stworzyć prawdziwego bandu muzycznego.
Nie zapominajmy o Mattafixie, który z pewnością zapiszczy nam o życiu w naszym wspaniałym ‘wielkim mieście’. Na temat The Raveonettes nie jestem w stanie się wypowiedzieć, ponieważ nigdy nie słyszałem nawet nazwy. Całe szczęście zaprezentuje się też Cirkus, Slut, Krakow i kto wie – w związku z tym faktem może nawet przez chwilę być ciekawie. Doprawdy, festiwal godny Szepańskiego i Jeziorańskiego.
Trudno dobrze odczytać intencje organizatorów, którzy postanowili na tych dwóch małych placykach ustawić w jednym szeregu Muchy i Mattafix, Underworld i Wilki, Cirkus i Smolika. Być może program festiwalu to po prostu efekt nieudanej próby trafienia w gusta dosłownie każdego. Jeśli jednak o to chodziło – czy zamiast Wilków nie lepiej było zaprosić Feel, albo miast Underworld wspaniałego Kalwiego i Remigiusza? A może zwyczajnie przesadzam? Pewnie po prostu przemawia przeze mnie frustracja. Jednak wszyscy którzy odczuwają ją równie intensywnie jak ja na pewno z przyjemnością przyznają mi rację – szkoda pieniędzy na tą szopkę.